sobota, 27 października 2012

Zatańczysz Chłopaku ?

Przeszukując Internet w celu znalezienia ciekawostek uatrakcyjniających  planowany na dziś wpis, natrafiłam na cudo. Potraktujmy to, jako zapowiedź.

A dziś tańczymy z Chłopakiem. 
4 m^2  dance floor'u.


piątek, 26 października 2012

pin(k)board


Tablica Korkowa - rzecz niewątpliwie niezbędna. Zapominalscy często korzystają z jej uroków, udogodnień i pomocnych okrzyków o wizycie u fryzjera w piątek o 13.00 -  innych informacji przypiętych na tętniących kolorem karteczkach, zdjęć przypominających kogo należy kochać, pamiętnych biletów i bilecików generujących przyjemne wspomnienia z wypadów głównie z Chłopakiem w celu zażycia kultury. Są tez inne skarby, które z jakiegoś powodu zostały pinned, bo w danej chwili najwidoczniej na to zasłużyły.


Pierwsza odsłona Tablicy K. wyglądała podobnie/ może nie była to wersja tak bardzo rock

Tablica K.  ma ponad 8 lat i dorastała razem z nastoletnimi siostrami, gdzie zakupiona została jeszcze do czerwonego pokoju. Jej początki nie były takie "obfite", wszystko dopasowane i rozplanowane, szukałyśmy rzeczy, które można by na niej powiesić, żeby zapełnić puste miejsca. Tablica K. przeprowadziła się z nami do Torunia, gdzie wisząc w mieszkaniu 3 studentek, nie cierpiała już na niedostatek pinezek. Z racji swojego zasłużonego wieku i oczywiście sentymentu, jakim ją darzę , na ten weekend została zaplanowana Akcja reNOWAcja!

Internet dostarczył już naprowadzających pomysłów, jak i z czego da się wyczarować cudo, teraz należy się jedynie skupić na wyborze jednego z nich i  oczywiście indywidualnej modyfikacji - zgodnie z finansowymi realiami oraz dostępnością materiałów w pobliskich sklepach.


żródła :  No1 No2 No3 No4 No5 No6











Różowy kolor zawładnął mną na chwilę, dlatego w ramach dalszego rozwoju własnych umiejętności, przy niewątpliwej pomocy Chłopaka - taką tablicę wykonam w przyszłym roku - obiecuję! Oczywiście brzeg zostanie uraczony kolorem różowym, w końcu to pin(k)board! Nieprawdaż?



pin(k)board



czwartek, 25 października 2012

Ania Movie, że Bawi(ę) się świetnie!




Dwie płyty - w ostatnim czasie przypadły mi do gustu.
W ramach dokładności, gust w znacznym stopniu zależny jest od nastroju, ale wydaję mi się, że dzieje się tak nie tylko w moim przypadku. Jednak są i takie momenty - malutkie inwersje -  kiedy to sama muzyka potrafi  ukształtować mój humor - co bywa niebezpieczne, ale często efekt jest  pozytywny.
 
Cho po ostatniej wizycie w naszym M2, stwierdziła, że słuchając "takiej" muzyki, dobry humor raczej do mnie nie dotrze. Zatem można powiedzieć, że jestem odważna, bo jej zalecenia mnie nie powstrzymały przed kolejnym wrzuceniem płyty na playlistę, którą - jednak z małą obawą - wymieszałam z soundtrackiem  pewnego filmu - do którego obejrzenia publicznie się chyba jeszcze nie przyznam.


 


  ... nauczyłam się barwnie żyć, głośno kląć szampana pić.







środa, 24 października 2012

Transformers Cleaner



Send from: Pani Eventowa 
"Analiza prac nadal trwa, proszę jeszcze o chwilę cierpliwości." 

Good info! Nadal jestem w grze. Zastrzyk pozytywnej energii na ten tydzień dostarczony! Od razu inaczej się uśmiecham. 


Podczas przymusowych wakacji należy się czymś zająć. Jestem przykładem osoby, która broniąc się przed stresem przeistacza się w sprzątającą, prasującą, porządkującą zaległości maszynę – jedym słowem Transformers Cleaner. Każdy dzień rozpoczyna się stworzeniem listy aktywności dziennych, które należy wykonać, aby nie zwariować w szale i natłoku zajęć, które zwykle towarzyszą dniom poszukiwania wymarzonej pracy. Kiedy zadania z listy zostaną wykonane – uwierzcie, lista wielce się nie zmienia z dnia na dzień, wręcz przeciwnie większość jej punktów powtarza się cyklicznie. 



Jedyna zmiana to wersja blond oraz brak samochodu za oknem..


Przychodzi i moment na chwilę prawdziwej przyjemności, czyli kulinarne szaleństwa w aneksie kuchennym. Nie, żebym była nowicjuszką w tym temacie, wręcz przeciwnie, lubię tworzyć jakieś smaczne rzeczy, zwykle z produktów znajdujących się w lodówce, jednak tym razem, z racji rozmnożonego wolnego czasu, główną inspiracją jest blog  Kwestia Smaku. Niezwykle pomocny, bezkonkurencyjny, według mnie po prostu rewelacyjny, biorąc pod uwagę również fakt, że autorka skupia się na dostępnych o danej porze roku produktach. O istnieniu tej skarbnicy wiedzy kulinarnej wiedziałam już od jakiegoś czasu, jednak zwykle plany ugotowania czegoś kończyły się na zachwycie nad pięknymi zdjęciami, przeczytaniu wrażeń uczestników forum, powstrzymaniu ślinianek od nadmiernej produkcji i zapisaniu konkretnego przepisu w jakimś nowo-stworzonym folderze „do zrobienia w przyszłości”. 

Zaczęło się od pizzy. Chłopak jest wielkim fanem Fast Food'ów, jednak słuchając czyjegoś narzekania nad głową, że jeden dzień w tygodniu na takie jedzenie wystarczy, wymyślił nową teorię. Jeżeli pizza będzie zrobiona w domu, nie zalicza się jej do niezdrowego jedzenia. Musiałam ulec, gdyż moja argumentacja dotyczyła głównie jedzenia zamawianego! Źle to rozegrałam, ale doświadczenie na przyszłość – znakomite! 

Główne wytyczne Chłopaka: po pierwsze cienka, a ser ciągnący.

Racjonalne wytyczne Dziewczyny: wykorzystać paprykę, cukinię i jakieś warzywa z lodówki, bo kolejnego tygodnia już nie przetrzymają!

Podobno kompromis to podstawa, jednak w tym wypadku był zbędny, wszystko dało się połączyć, dodając małą indywidualną inwencję!



 

Pachniało jak w prawdziwej pizzerii ...♥

Przepisy:
pizza_z_cukinią




Pizza rewelacyjna. A była to już kolejna z serii Home Made, ale pierwsza, której nadano przydomek – Idealnej
Perfekcyjnej
Delicious!

Jedna wersja m(i)ęska.. bo się inaczej nie dało! Baza do ciasta extra, można z niej robić także Callzone, ale dzisiaj się nie bawiłam w takie atrakcje, gdyż głodny Chłopak czekał.

BTW. Moje głośniki ostatnio przepadają za tymi dźwiękami, a sąsiedzi po prostu ... muszą. My ostatnio byliśmy zmuszeni do polubienia hitu Ich Troje w wersji karaoke, śpiewanej przez niespełnionego artystę z pietra wyżej i to grubo po północy..

Sąsiedzka Tolerancja.





sobota, 13 października 2012

expectations



Aktualnie moja całkowita uwaga, energia i super hiper siła skupia się na poszukiwaniach wymarzonej pracy. Prawdę mówiąc przymiotnika "wymarzona" używałam już jakieś 2 tygodnie temu, teraz pozostało samo słowo praca. Produkuję się, serczuję na wszelkie możliwe sposoby, a zdanie "w odpowiedzi na Państwa ofertę zmieszczoną na portalu .. przesyłam dokumenty aplikacyjne" śni mi się po nocach. Mój pierwszy strzał - Agencje Reklamy, wszelkie działy marketingu, promocji i inne podobne, które chciałby wykorzystać jakiś mały element mojej kreatywności. Miesiąc praktyk w genialnej firmie, jednej z 2 największych w mieście Agencji Reklamowych - prawie się tam zadomowiłam -  propozycja stażu, której z uwagi na pewne niemożliwe do przeskoczenia trudności, nie mogłam przyjąć, możliwość aplikacji na stanowisko copywritera. Szaleństwo! Wszystko wyglądało tak różowo i optymistycznie, a na odpowiedź czekam już, czekam... czekam. Trenuję moją cierpliwość - może dopiszę do CV, jako nabyte kompetencje? Strzał nr 2! Agencja Eventowa, rozmowa kwalifikacyjna -  proszę mnie czymś zachwycić, sprawić, że Pani propozycja mnie porazi, a na zrobienie projektu - weekend.
Na odpowiedź, recenzję, jakiekolwiek słowo na TAK lub na NIE, czekam! A weź tu człowieku czekaj w spokoju, jak przed wyjściem usłyszysz:
"Proszę się postarać, znam się na ludziach, wiem że jest w Pani potencjał"
a treść maila zwrotnego po przesłaniu projektu produkuje wielki uśmiech na Twej twarzy czytasz..
 "mam nadzieję do zobaczenia na drugim etapie rekrutacji".

Przecież chcąc, nie chcąc myślimy że się uda! 
Oczywiście nie są to tygodnie bezproduktywnego oczekiwania, działam, nie poddaję się. Nie chcę, nie mogę, nie pozwolę, potwierdzić polskiej teorii  huczącej wśród absolwentów, że w naszym kraju nie ma pracy. Trzeba się starać, czasem jedynie trochę dłużej poczekać, ale przecież idąc na studia każdy miał takie same szanse, taką samą możliwość wyboru.

Wybrałam dobrze?
"wehikuł czasu, to byłby cud..."



Why BLOG?


Z rozpoczęciem pisania bloga, blogowania, blogerowania lub po prostu pisania dla siebie, nosiłam się już od dawna. Każdy ma takie uczucie, także ja też jestem usprawiedliwiona, że chciałby zapamiętać, jak najwięcej w swoim życiu. Zwykle wydaje nam się, że jak teraz pamiętamy, to i za 2 tygodnie, miesiące, lata, też będziemy pamiętać. W związku z tym, że nasza pamięć nie jest jednak doskonała, w przeciwieństwie do tytułu znanego filmu, postanowiłam zapisać gdzieś swoje przemyślenia, chwile i emocje, które ostatnio krążą w moim życiu. Drugim powodem, jest Moja Siostra, która od kilku lat mieszka za Oceanem - Tam Gdzie Nigdy Deszcz Nie Pada i chce, w sumie to chyba z siostrzanego obowiązku po prostu musi być na bieżąco z moimi rozterkami i fascynacjami.

A dla tych, którzy wciąż i nadal ufają swojej pamięci, proponuję - tak na wszelki wypadek - poćwiczyć!

 
 'Brand Memory' game

This game has been developed by Hendrik Jan Grievink for BIS, the company who founded Graphic magazine and Frame magazine. Additionally they have published prizewinning books for creative professionals and their clients on the topics of graphic design, fashion, architecture, product design and advertising. źródło

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...